Blogi: Hipomaniakalny kinoman

Drodzy biali! (2017)


"Drodzy biali” to „Malcolm X” wciśnięty w mury Hogwartu. To czarne „Social Network”, w którym zamiast o programowaniu rozmawia się o napięciach rasowych, kulturowych łatkach i mowie nienawiści. To polityczny teen movie sprzęgnięty z „Teorią wielkiego podrywu”, w której slang strzelających słowami nerdów zostaje zastąpiony akademickim językiem rodem z seminarium tolerancji, a miejsce obecnej na pierwszym, drugim i trzecim planie popkultury geeków -- zajmuje niesamowicie stylowa kultura afroamerykańskich mniejszości. Wszyscy są tu piękni, modni, inteligentni, charyzmatyczni, czerpiący z życia, jak tylko się da hipsterscy i przy kasie, prawie wszyscy są czarni, nikt nie jest doskonały. Każdy walczy o to samo, a raczej przeciw temu samemu (rasizmowi), lecz nikt z nikim nie może się dogadać.

W jednej ze scen kwestia rasizmu w filmach Quentina Tarantino rozpala posiadówkową dyskusję do czerwoności. Po jej odbyciu problem nadal pozostaje otwarty. Świat rzekomo (?) uciskanej mniejszości jest tu światem w pigułce. Twórcy (jeden z odcinków reżyseruje autor „Moonlight”, Barry Jenkins) pokazują, że niezależnie od tego, czy używa się broni, czy, jak bohaterowie serialu Netflixa, w bezpiecznych murach uczelni siedzi się na zdobionych herbem elitarnego college’u pufach, o porozumienie jest bardzo trudno. Nawet wtedy, a może właśnie wtedy, gdy argumenty pisze się żyletką, a usta ponadprzeciętnie inteligentnych dyskutantów strzelają słowami jak z bicza. Przysłuchiwanie się temu ostrzałowi -- to uczta dla oczu i uszu (o soundtracku nie chce mi się pisać, zamiast tego pędzę na Spotify). Polecam!

Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Nie miałem telewizora, bo bałem się, że będę patrzył, patrzył i patrzył, i zdechnę wreszcie, umrę z głodu.

Zygmont Kałużyński