Blogi: Hipomaniakalny kinoman

Szatan kazał tańczyć (2016)

Napisałem recenzję bardzo złego polskiego filmu. Poniżej zajawka, a do lektury całego tekstu zapraszam na łamy Korporacji Ha!Art.

Diabeł istnieje i wredny z niego złośliwiec. Namówić twórczynię Bejbi blues do popełnienia kolejnego filmu to pomysł z piekła rodem. Po seansie premierowego Szatan kazał tańczyć po głowie krąży pytanie: „Gdzie, do jasnej cholery, podział się egzorcysta?!”.
Nowy film Katarzyny Rosłaniec udaje pokoleniowy portret dryfujących w siną dal 20- i 30-latków. Reżyserka i scenarzystka zapomina, że ludzki profil to coś więcej niż dwie kreski na krzyż, a portret generacji powinien mienić się wieloma barwami. Tutejszymi młodymi miota: raz – hedonizm, dwa – pustka. Czy pierwszy wynika z drugiej, czy może jest odwrotnie? Skąd takie, a nie inne wartości? W co, jeśli w ogóle, mogą się one przemienić? O tych pytaniach autorka ani śmie myśleć, a tym bardziej opowiadać o nich na ekranie. Hedonizm j e s t, koniec i kropka. A jaki on zły, jaki brzydki! Do tego zachłanny tak bardzo, że nie pozostawia miejsca na nic innego. Moralitet Rosłaniec to fenomen: jest jak pornos oglądany tylko po to, by móc po faryzejsku złapać się za głowę i splunąć z odrazą. Moc diagnostyczna upominającej o nihilizmie fabuły... Moc diagnostyczna?! Litości.
Szatan kazał tańczyć dwudziestokilkuletniej Karolinie. Karolina twierdzi, że jest pisarką. Tzw. środowisko chwali ją za „nową Lolitę”. Chcemy im wierzyć. O to jednak bardzo trudno, skoro – jednorazowa, jak widać – pisarka ani razu nie sięga po klawiaturę, pióro czy inny ołówek. Zamiast tego, zachłyśnięta (nierealnie jak na polskie poletko wielkim) sukcesem literackim, z folderem Władziów Jagiełłów czekających w portfelu, zwiedza a to Japonię, a to Berlin, a to znowu naszą rodzimą Warszawę. W międzyczasie popada w coraz większą – uwaga! – degrengoladę. Wszelako o jakimkolwiek stopniowaniu trudno tu mówić – film podzielono na kilkadziesiąt powyrywanych z chronologii scenek. To odejście od schematu przyczyna-skutek dodatkowo miota statkiem pijanym, którym usiłuje płynąć tkwiąca w mentalnej gimbazie pierwszoplanowa dorosła. A o miotanie w tym filmie nie trudno. Karolina wydaje nie wiadomo gdzie zarobione pieniądze na kokainę, wódę i jeszcze raz kokainę. Nie wiadomo również, kiedy jest na kwasie i czy kiedyś bywa trzeźwa. Zgodnie z obraną przez reżyserkę metodą uczestniczącą, razem z bohaterką chodzimy na kolejne zakrapiane imprezy. Może dlatego razem z Karoliną gubimy również wątek. A może wcale nie dlatego. Karolina boczy się na świat, bo odebrał jej wenę twórczą. My też szukamy jakiegoś jej przebłysku. A że na ekranie nie możemy go znaleźć, boczymy się razem z dziewczyną.

Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Sala kinowa znowu istnieje! Okazuje się, że to, co jest jej potrzebne, to film, w którym pulsuje życie. Czy nie jest to właśnie przepis na przyszłość kultury, bardziej prosty niż można było się spodziewać?

Zygmont Kałużyński