Blogi: Hipomaniakalny kinoman

Zwierzęta (2017)


Nowy film twórcy „Wymyku” daje znacznie mniej, niż obiecuje. Narracyjne supły a la wczesny Christopher Nolan („Memento”) wysmarowane lepką wyobraźnią Dawida Lyncha („Mulholland Drive”) są strukturą skomplikowaną na tyle, by widz nie zorientował się, jak niewiele struktura ta kryje. Rozmywające się perspektywy czasowe, fantazje wsiąkające w rzeczywistość (Tom Ford lubi to!)*, zgrywy z tradycyjnego podziału na wstęp, rozwinięcie i zakończenie, tożsamości zlewające się w jedną całość, dyskretne zmiany perspektyw i twarze wcale nie należące do swoich właścicieli – wszystko to kusi amatorów łamigłówek, wyzywa na pojedynek naszych wewnętrznych Sherlocków. Sztuczki montażowe zasługują na wszelkie nagrody – nie pamiętam, żeby manipulująca widzem forma w polskim kinie tak skutecznie nabijała mnie w butelkę.

Zgliński miesza w garnuszku z gatunkami filmowymi. Mamy tu nawiedzony dom, echa samobójstw z przeszłości, zamknięte na klucz pokoje z tajemnicą. Jest kot z piekła rodem i przedśmiertelne omeny. Są niewiadomego pochodzenia dźwięki w środki nocy, gasnące żarówki i psująca się instalacja elektryczna. I co z tego, skoro strachom nie pozwala się tu wybrzmieć, a każda gatunkowa uliczka okazuje się ślepa. Gliński woli uciekać w czarny humor (scena rozmowy z gadającym kotem) lub w, cokolwiek rutynową, psychologię. Szkoda, gdy miłośnikowi horroru (a takim, wnioskuję z języka filmowego, jest Gliński) nie starcza charakteru, by z dumnie podniesioną głową cieszyć się z możliwości gatunku. Reżyser, a co bardziej niszczące atmosferę niepokoju – przede wszystkim operator, woli opowiadać o bolączkach, cierpieniach i tragediach, których w kinie legion, zamiast puścić wodze gatunkowej fantazji lub podtrzymać kamerę na cieniu w rogu pokoju. Jak gdyby komuś zabrakło wyobraźni na intrygującą opowieść i zamiast tego ubrał ją w ekscentryczne (czyli rzekomo gorsze) łatki horroru. Tu tragedia bohaterów przypomina psychotrop dla narracyjnych supłów… których jednak jakoś nie chce mi się rozwiązywać.

* Zaskakująca jest ta zbieżność tytułów. Zarówno „Zwierzęta nocy” Forda, jak i film Zglińskiego opowiadają o fikcji wplątującej się w życie opisującej ją powieściopisarki.


Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

- A czytał Pan, Panie Zygmuncie Biblię?
- Stale czytuję, bez przerwy! Znakomita książka, polecam gorąco, szczególnie osobom duchownym.

Zygmont Kałużyński