Blogi: Hipomaniakalny kinoman

Pomiędzy słowami (2017)


Michael (Jakub Gierszał), 28-letni blondwłosy (!) prawnik (!) w czarno-białym (!) garniturze (!), snuje się (!) wzdłuż ulic Berlina (!) po labiryncie (!) lustrzanej (!) architektury. Kiedy nie spaceruje ani nie rozmawia o prawach imigrantów (!), ogląda "Czterech pancernych i psa" (!). Gdy progi jego minimalistycznie (!) urządzonego mieszkania przekroczy dotychczas niewidziany (!) ojciec (!) w osobie abnegata (!) (Andrzej Chyra), niedoszłego (!) muzyka (!) wykrzykującego na berlińskiej ulicy polskie (!) bluzgi, wówczas zamiana łóżka na kanapę będzie najmniejszym z problemów Michaela. Nasz pierwszoplanowy imigrant z ziemi polskiej do niemieckiej udaje rodowitego Aryjczyka, chce odciąć, ba, sądzi, że już odciął się od własnych korzeni. Coś jednak wciąż złośliwie go do tej ojcowizny ciągnie.

Za dużo wykrzykników? No właśnie. "Pomiędzy słowami" Urszuli Antoniak, choć wizualnie szlachetny jak lookbook od Canalego, potrafi krzyknąć podtekstem, że aż głowa rozboli. Przyjmuję, że owe konsekwentnie i w najróżniejszych miejscach nawsadzane wykrzykniki świadczą o myślowej konsekwencji autorki, lecz w moim przekonaniu jest to kompletność zbyt wykalkulowana, zbyt precyzyjna, a w konsekwencji – zbyt łatwa. W "Pomiędzy słowami" fabuła, jak to w ambitniejszych filmach najczęściej bywa, jest pretekstem do tego, by powiedzieć coś bez słów. I słów rzeczywiście pada tu wyjątkowo niewiele. Problem jednak w tym, że milcząca fabuła niebezpiecznie zbliża się do przypowieści. A ja nie lubię przypowieści. Mało w nich życia. U Antoniak codzienność, jeśli za taką uznamy wyjście do klubu czy rozmowę w pracy, zawsze musi być symboliczna.



W trakcie seansu niejednokrotnie podziwiałem tę wielopoziomową układankę, której wewnętrznej logiki mogłaby pozazdrościć Antoniak większość polskich reżyserów i scenarzystów. Na lapidarny w dialogach film składa się pojedynek strojów i wystrojów wnętrz, starcie mowy ciała i języków, wszechobecnych w kadrze czerni i bieli, a nawet jadłospisu poszczególnych bohaterów i alkoholi, które popijają. Lecz gdy spacerowy dialog w stylu (parafrazuję) "- Dokąd idziesz? - Nie wiem" ma działać jak metafora życia bohatera, to, naprawdę, głód nic nieznaczącego small-talku daje o sobie znać. A ja zastanawiam się, który z Polaków wypierających swoje pochodzenie dla rozluźnienia włącza sobie wieczorem PRL-owski serial o losach Rudego i spółki.

Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

- A czytał Pan, Panie Zygmuncie Biblię?
- Stale czytuję, bez przerwy! Znakomita książka, polecam gorąco, szczególnie osobom duchownym.

Zygmont Kałużyński