Blogi: Hipomaniakalny kinoman

Yves Saint Laurent i jego szkice (2017)


Gdyby zmarły w zeszłym roku Umberto Eco pisał dziś kontynuację "Szaleństwa katalogowania", w te pędy ściągałby aplikację telewizji internetowej ARTE i klikał w legalny link do filmu "Yves Saint Laurent i jego szkice". Zbiory, litanie i kolekcje stanowiły dla zakochanego w bibliotekach autora "Imienia róży" często wartość samą w sobie. Loic Prigent, reżyser premierowego dokumentu, pokazuje, że na dziesiątki tysięcy dotychczas nieznanych szkiców zachowanych w archiwach domu mody Yves Saint Laurent można patrzyć przez różne soczewki – i każda kolejna dowartościowuje poprzednią.
Mamy więc przed sobą, rzecz jasna, przede wszystkim najgrubsze portfolio świata. Gadające twarze należące do przyjaciół, najbliższych współpracowników YSL, krytyków i historyków sztuki dowodzą przed kamerą, że przegląd szkicownikowej twórczości może stanowić równocześnie biografię w pigułce, zwierciadło kondycji psychicznej autora. Ponieważ autor ten należy do wąskiego grona najbardziej wpływowych kreatorów mody, tytułowe szkice, na mój laicki rozum, mogłyby również sprawdzić się jako podręcznik historii mody XX wieku.
Momentami film przypomina dynamiczne supercuty rodem z internetów. Już wymienienie listy materiałów i części garderoby przez dekady katalogowanych w postaci rysunków i szkiców przez YSL mogłoby wprawić w palpitacje co słabszych amatorów krawiectwa. Czasem szaleństwo katalogowania zostaje uspokojone dokładniejszą egzegezą szkiców. Znawcy i współpracownicy nieżyjącej już ikony mody sprawiają nam swoistą "legendę" mapy na pierwszy rzut oka czytelnej, precyzyjnej, robionej "na czysto" pewną ręką... i wtedy okazuje się, że zgoła palimpsestowe szkice kryją w sobie dodatkowe warstwy. Szrafy, odcienie, desenie – wszystko to, szkicowane najczęściej zwykłym ołówkiem, mówi więcej o materiałach i rodzajach szycia, niż mógłbym przeczytać w niejednej książce. To dokument arcyciekawy jeszcze co najmniej z jednego względu: wszechstronność, z jaką YSL spoglądał na ubrania, dowodzi wielkiej świadomości twórczej artysty. Mamy tu bowiem rodzaj robionego ołówkiem dokumentu społecznego (inspiracje ulicą) i historycznego (co zmyślniejsi widzowie dopasują sukienki do dekad); mamy też kontrowersyjne lookbooki i pijar (vide perfumy Opium), którym YSL wyprzedził swoje czasy. Acha, w archiwach trafiamy także na komiksy i animacje, jeśli więc ktoś na początku filmu powątpiewał w szaleństwo katalogowania, po napisach końcowych nie będzie już miał tych wątpliwości.
Film obejrzałem na Warszawskim Festiwalu Filmowym.

Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Dobre aktorstwo w filmie jest wtedy, gdy go nie widać.

Zygmont Kałużyński