Blogi: Hipomaniakalny kinoman

O książce "Więcej niż cieśla" McDowellów, polemika


Pozdrawiam Panią, której zawdzięczam lekturę „Więcej niż cieśla” Josha i Seana McDowellów (rzecz o tym, ile jest prawdy/Prawdy w chrześcijaństwie). Chcę wierzyć, że za próbą nawrócenia mnie stoją dobre intencje, więc dziękuję. Żeby jednak inicjatorce mojej lektury nie przyszło do głowy, że niezgoda na przesłanie książki wynika z bezmyślnego uprzedzenia, pozwolę sobie na polemikę. Jej długość nie wynika z chęci bicia leżącego. Powód jest inny: autorzy dotykają kwestii, które wielokrotnie pojawiają się w różnorakich dyskusjach wierzących z ateistami. Tych obserwatorów bloga, którzy szukają tu czegoś o kinie, lojalnie uprzedzam: nie będzie słowa o filmach. O kulturze, owszem. Książka na tym blogu pojawia się nie pierwszy i nie ostatni raz.

1. Na początek drobna uszczypliwość. Na okładce książki wydawca pisze, że mam przed sobą nie lekturę religijną, a, cytuję, intelektualne wyzwanie. Nie wiem, jak pogodzić to z typowo religijnym językiem, w którym ów opis został sporządzony (Jezus Chrystus jako Pan i Zbawiciel). Nie zdążyłem otworzyć książki, a wydawca już wzbudził moją podejrzliwość.

2. Próbując „logicznie, błyskotliwie i zwięźle” dowodzić prawdziwości Ewangelii (w tym istnienie Boga), McDowellowie w jakimś sensie unieważniają sens drogi, którą musi przejść każda – mocniej niż z przyzwyczajenia – wierząca osoba. Nie twierdzę, że wplatanie nauki do religijnej metafizyki nie może być produktywne. Jeśli jednak dotyczy najistotniejszej w tym kontekście kwestii, czyli istnienia Boga, taka praktyka wydaje mi się udowadnianiem z góry ustalonej tezy. Bóg, którego istnienie – za pomocą materiałów historycznych i naukowych – McDowellowie mają zamiar udowodnić, stoi przecież ponad rozumem, wiedzą i możliwościami nauki. Przypuśćmy, że naukowcy jakimś cudem udowadniają nieistnienie Boga – albo po prostu w jakiejś kwestii się mylą. W takim wypadku dla wierzących Bóg istniałby przecież nadal, tak samo nieomylny i wszechwiedzący. Każdy wierzący w biblijnego Boga przyzna, że nauka nie jest mu/Mu do niczego potrzebna. Każdy, kto za pomocą nauki próbuje udowadniać istnienie Boga, uprawia myślową inżynierię wsteczną.

3. Autorzy przyjmują pewne milczące założenia, najwyraźniej nie zdając z nich sobie sprawy. Twierdzą na przykład, że logiczne jest, iż chodzący po Ziemi Jezus musiał być albo Bogiem, albo szaleńcem. Proponuję inną alternatywę: rewolucjonista moralny z (tak ludzką!) manią wielkości. Kiedy indziej autorzy kręcą się w kółko, gdy słuszność interpretacji fragmentu Ewangelii argumentują katolicką tradycją. Cytuję z pamięci: Jeśli Jezus by kłamał, musiałby być diabłem. Najbardziej absurdalnie jest wtedy, gdy autor dowodzi prawdziwości fragmentu Biblii... Biblią: Ten pogląd nie zgadza się z tym, co na jego [Jezusa] temat wiemy.

4. Milczące założenia, na których autorzy opierają swoje „dowody”, niejednokrotnie wynikają z subiektywnej oceny wartości literackiej tekstu Ewangelii lub z ich prywatnego stosunku do postaci Jezusa. Żeby wymyślić Jezusa, trzeba by większego geniusza niż sam Jezus. Z tego rodzaju aksjomatami dyskutować nie potrafię. Umiem za to, jak na polskiego maturzystę przystało, skojarzyć tego rodzaju literaturę raczej z peanem, niż z intelektualnym wyzwaniem.

5. Cytuje się w książce rozmaitych naukowców. Problem w tym, że cytaty te nieraz działają jedynie jako chwytliwe świadectwa wiary, nie jak naukowa opinia specjalisty w swojej dziedzinie. Profesorski autorytet psychiatry nie nobilituje jego krytycznoliterackiej opinii, a słowa Einsteina dotyczące jakiejkolwiek dziedziny nie muszą być prawdziwe dlatego, że okazał się genialnym rewolucjonistą w fizyce.

6. Jeśli darwinizm jest prawdziwy, oznacza to, że nie możemy ufać swoim zdolnościom poznawczym, ponieważ są one efektem przypadkowego, irracjonalnego procesu. To już cytat, nie parafraza. Można polemizować, czy przypadek nie może zrodzić dobrych owoców. Można zapytać, skąd założenie, że przypadek odbiera czemuś wiarygodność (historia wynalazczości pokazuje coś innego). Można podać przykład zwierzęcych, w jakimś sensie irracjonalnych instynktów, które nie są do końca uświadomione, lecz niewątpliwie są przydatne i godne zaufania. Ponieważ jednak nie czuję się mocny w przyrodniczych gierkach, wspomnę o czymś innym. Książkę wydano, zdaje się, w 1977 r. Autor nie ma zatem pojęcia o tym, że już 19 lat później papież Jan Paweł II w tekście adresowanym do Papieskiej Akademii Nauk przyzna, że nowe zdobycze nauki każą nam uznać, iż teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. W ostatnich latach papież Franciszek wielokrotnie powtarza, że nie ma sprzeczności między teorią ewolucji a nauczaniem Kościoła. Nie pierwszy i nie ostatni raz „logika” McDowellów okazuje się dość miękka.

7. Jeśli Bóg istnieje, mamy prawo zakładać, że wszechświat jest racjonalny. Skąd takie mniemanie? A jeśli Stwórca ma złośliwe poczucie humoru? Dziwi stałe przekonanie wierzących, że znają myśli Boga. Gdybym sam pokusił się o odrobinę złośliwości, mógłbym wytknąć temu właśnie Bogu-Stwórcy kilka sporych błędów. Pominę także kwestię, czy Bóg jest racjonalny. A może jest daleko ponad racjonalnością (żaden z wierzących nie przyzna chyba, że racjonalność Go ogranicza)?

8. Czy przypadek jest wiarygodnym wytłumaczeniem pochodzenia życia? Czy jesteś w stanie wskazać inne racjonalne rozwiązanie – oprócz istnienia Boga? Racjonalne byłoby raczej powstrzymanie się od osądu, niż sprowadzanie Boga do funkcji zapchajdziury w nauce. Poza tym, co ma piernik do wiatraka? Fakt, że nauka nie potrafi wypełnić jakiejś luki w ludzkiej wiedzy, nie znaczy od razu, że katolicki Bóg staje do tej dziury pierwszy w kolejce. A co, jeśli wyprzedzi go Latający Potwór Spaghetti? Czy jesteś w stanie wskazać dowód na to, że tak nie jest?

9. Autorzy wpływem literackiej postaci Jezusa na żyjących dowodzą realności tej postaci. Trochę dużo tych „dowodów”, czyż nie? Gdyby Dostojewski był czytany przez wszystkich, nie świadczyłoby to wcale o większym ładunku prawdy w jego słowach.

10. Dla autorów małe szanse statystyczne na pojawienie się dokładnie tych okoliczności, które umożliwiły pojawienie się życia (i człowieka) na Ziemi są kolejnym dowodem na boskość Jezusa. Zadziwia mnie, jak wątek znikomych szans statystycznych łączy się w głowach autorów z osobą Boga opisanego w Ewangelii. Za pomocą tej samej logiki można by łączyć fakt czyjejś wygranej w Lotka z Jezusem i tym, że właśnie Jezus wybrał tego a nie innego zwycięzcę. I nawet jeśli uznam, że coś spowodowało Wielki Wybuch i stworzyło statystyczną lukę, przez którą mogło przecisnąć się życie, to w żaden sposób nie wiąże się to z którąkolwiek z biblijnych ksiąg.

11. Autorzy twierdzą, że ewangeliczna moralność jest dowodem na istnienie Boga, bo jest ponadkulturowa. Odpowiadam: moralność nie jest ponadkulturowa. Jest antropologiczna – zmienia się w historii, różni się w zależności od społeczności, dostosowuje się – owszem, często w bólach – do poszczególnych kontekstów. Neurobiologia zna sposoby, by wyłączyć z użytku odpowiadające za moralność obszary mózgu (polecam „Mądrość psychopatów” Kevina Duttona). A gdyby powszechną chorobą stało się takie wyłączenie i powstałaby nowa, pozbawiona wyrzutów sumienia, moralność, to czy dotychczasowa moralność nadal stanowiłaby dla McDowellów taki sam dowód? Ba, czy zdiagnozowanych psychopatów należy oceniać tą samą miarą, co zdrowych, a XXI-wiecznych Amerykanów tą samą miarą, co europejskich troglodytów? Jak widać, moralność jest rodzajem układu społecznego zależnego od biologii, różnym w różnych kulturach i czasach. McDowellowie podają przykład zabicia dziecka – jako rodzący sprzeciw rzekomo niezależnie od kultury. Spartanie, ci starożytni zwolennicy eugeniki noworodków, z pewnością by się nie zgodzili. Skoro o zabijaniu dzieci mowa: przykład Abrahama, który był gotów ofiarować syna Bogu, doskonale pokazuje, do czego może doprowadzić zderzenie autorytetu Boga z ludzką bezmyślnością. Lepiej myśleć samodzielnie, niż zasłaniać swoją moralność (lub ją usprawiedliwiać) Bogiem.

12. Przeszkodą dla ateistów jest fakt, że niezwykle trudno jest zdefiniować zło, nie odnosząc się do określonego najwyższego standardu dobra. Nie jest to dla mnie przeszkodą, bo jestem osobą myślącą. Oczywiście, mogę się mylić, ale w przeciwieństwie do niektórych wierzących, staram się myśleć. Gdyby na przestrzeni wieków niektóre osoby wierzące zamiast odnosić się do najwyższego standardu dobra, po prostu spróbowały pomyśleć, zwyczajnie rozważyć w serduszku, bez uprzedzeń i bez założeń, co jest dobre, a co złe, żaden najwyższy standard nie prowadziłby do osiągnięcia „dobra” za wszelką, czyli niekoniecznie moralnie uzasadnioną, cenę.

13. Skoro nie ma Boga, jak określić, co jest dobre, a co złe? Skoro jest Bóg, dlaczego różne religie się różnią? Dlaczego coś jest dobre w Islamie a coś złe w chrześcijaństwie? Dlaczego poprzedniemu pytaniu ktoś przyklaśnie, a ktoś inny się z nim nie zgodzi? Powtórzę: bo moralność jest produktem kultury.

14. O ewangeliach i o Jezusie któryś z McDowellów pisze (na str. 77) tak: Nikt, kto czyta te relacje, nie może wątpić w prawdziwość opisywanej postaci. To, że kilku prostych ludzi byłoby w stanie w ciągu jednego pokolenia wymyślić tak silną i pociągającą osobowość, tak wzniosłą etykę i tak inspirującą wizję ludzkiego braterstwa, byłoby dużo bardziej niewiarygodnym cudem niż wszystkie cuda opisane w ewangeliach. Po pierwsze: osobiście irytuje mnie belferski ton próbujący mi wmówić, w co mogę wątpić, a w co nie. Po drugie: im więcej subiektywizmu w słowach autora (pociągająca osobowość, wzniosła etyka, niewiarygodny), tym staje się mniej przekonywający. Po trzecie: jeszcze cztery strony temu autor cytował profesora archeologii i studiów nad Nowym Testamentem, twierdzącego, że ewangelista Łukasz był elokwentnym erudytą, posługiwał się niemal klasyczną greką, pisał jak człowiek wykształcony. Jak to się ma prostych ludzi, którzy napisali Ewangelie?

15. W rozdziale poświęconym autentyczności Ewangelii McDowell pisze, że historycy potwierdzają istnienie Jezusa mocniej i częściej niż wiarygodność takich np. "Dziejów" Herodota, że istnieje kilka autentycznych spisanych Ewangelii i że skoro te Ewangelie trzymają się kupy, to muszą opisywać samą prawdę. Nie sądzę jednak, by otrzymawszy trzysta spisanych relacji z lądowania obcych przebranych za Davida Bowiego w którymkolwiek wieku i w którejkolwiek szerokości geograficznej, McDowell miał w to lądowanie uwierzyć. Niech mu nawet historycy potwierdzą, że relacje są autentyczne i że ich autorzy są gotowi założyć się o życie, że tak było naprawdę... Osobiście wolałbym uwierzyć w ludzką podatność na sugestię i w wadliwość ludzkich zmysłów, niż w stado Davidów Bołich z kosmosu. Na tej samej zasadzie precyzja wielokrotnych relacji nie stanowi żadnego dowodu, jeśli dotyczy rzeczy ponadnaturalnych i jeśli w dodatku były one spisane przez osoby posiadające mniejszą wiedzę o świecie niż uczeń podstawówki z XXI wieku. Niech im nawet uwierzę, tak! Uwierzę także, że Jezus zmartwychwstał! Czy takie zmartwychwstanie przemawiałoby jednak za boskością Jezusa? Gdyby mój sąsiad umarł i zmartwychwstał, czy to czyniłoby go Bogiem lub synem boskim? Nie, co najwyżej fenomenem medycznym.

16. Dlaczego apostołowie mieliby umrzeć za kłamstwo, którego byli świadomi? Ponieść śmierć za rzecz fałszywą może ewentualnie osoba, która została zwiedziona. Jednak apostołowie mieli dostęp do wszystkich faktów związanych ze zmartwychwstaniem Jezusa, mimo to umarli za sprawę. Problem w tym, że o ile historycy przyznają, że żył ktoś taki jak Jezus, co do istnienia opisanych w Ewangeliach dwunastu apostołów żadnej pewności nie ma. McDowell nawet nie zauważa, jak w archeologię wplata postacie literackie, a następnie rozważa wiarygodność poszczególnych profilów psychologicznych opisanych w całkiem możliwe, że fikcyjnych historiach – twierdząc, że wciąż porusza się w obrębie historycznej faktografii.

17. Cisza historycznych przeciwników chrześcijaństwa, gdy chodzi o dowody przeciwko zmartwychwstaniu, jest wręcz ogłuszająca. Tak jak cisza przeciwników istnienia Latającego Potwora Spaghetti.

18. Jeśli przymknąć oko na szereg moich wątpliwości i cały wywód McDowellów uznać za słuszny, logiczny i prawdziwy, wówczas można dojść do odwrotnego wniosku, niż ten, na którym zależałoby autorom, i stwierdzić, że wiara w Boga jest w istocie igraszką dla intelektu. Że każda trzeźwo myśląca osoba ma przed sobą szereg rozmaitych dowodów na istnienie Boga i na wiarygodność chrześcijaństwa. Pytam zatem: skąd łaska wiary, o której mówi Katechizm? Skąd wiara jako nadprzyrodzony dar boży? Coś mi się zdaje, że gdyby naukowy dowód wystarczył – a tak wielokrotnie zdają się twierdzić McDowellowie – Duch Święty straciłby pracę. Na czym przy Sądzie Ostatecznym polegałaby zasługa wierzących, jeśli mieliby stuprocentową pewność? Wówczas epizod o wątpiącym Tomaszu można by skreślić z Ewangelii – jako zbędny w świetle osiągnięć nauki. Zresztą, gdybym był bardziej bezkrytyczny wobec tego typu wywodów, sięgnąłbym raczej po dwutomowe wydanie „Stu dowodów na istnienie Boga”. Lepszych sto dowodów niż kilka, nie prawda? Ciekawe, kiedy trafię na kolejne. Dowody rosną jak grzyby po deszczu, a ja wciąż mam wątpliwości.

19. PS: Jeszcze odnośnie do fragmentów książki polemizujących z tzw. Nowymi Ateistami: jest różnica między obaleniem podstawy dla racjonalnej wiary a udowodnieniem, że Bóg nie istnieje. Np. tej właśnie różnicy McDowell nie dostrzega. Przypisuje Nowym Ateistom argumenty, których nie używają, a następnie je obala.

Zobacz też

Hipomaniakalny kinoman - Blog Gabriel Krawczyk
  • Niezbędna konieczność (2019)Niezbędna konieczność (2019) "Jak uwznioślać uczucia, równocześnie strojąc sobie z nich żarty? Chociażby za pomocą sentencji: "Miłość to dawanie tego, czego nie mamy, tym, którzy tego nie chcą". Podobna przewrotność stanowi naczelną wartość "Niezbędnej... 17 wrzesień '19 przeczytaj całość
  • Kwiaty miłości (2019)Kwiaty miłości (2019) Gdyby "Kwiaty miłości" były potrawą, smakowałyby jak landrynka w lukrze. Gdyby zamieniły się w postać z książki, to jako królewna z bajki czekałyby na swojego królewicza. Gdyby stały się zjawiskiem meteorologicznym, zdobiłyby... 9 wrzesień '19 przeczytaj całość
  • Złodziej i oszustka (2019)Złodziej i oszustka (2019) Już tu byliście. Nie raz i nie dwa kibicowaliście takim złodziejom sztuki jak Ivan (Theo James), znajomo utalentowanym, takoż przystojnym, w podobnym garniturze noszonym z identyczną nonszalancją; jak zawsze skrywającym dobre serce, lecz... 9 wrzesień '19 przeczytaj całość
  • Liliana Pędziwiatr (2018)Liliana Pędziwiatr (2018) "W filmie Joachima Masanneka od początku wiadomo, która szala przeważy: posłuszeństwo wobec rodziców czy empatia do zwierząt; konformizm czy głos serca; pragnienie awansu w szkolnej hierarchii czy racja moralna. To problematyka... 27 sierpień '19 przeczytaj całość
  • Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw (2019)Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw (2019) O tym, jak daleko zajechali "Szybcy i wściekli", niech zaświadczy niemożliwa gatunkowość tegorocznego spin-offu. W "Hobbs i Shaw" samochodowe kino akcji zostaje pożenione ze szkatułkową operą mydlaną, thriller szpiegowski łączy siły... 3 sierpień '19 przeczytaj całość
  • Petra (2018)Petra (2018) Uprzejmie donoszę, że obejrzałem telenowelę, nie żałuję i polecam Wam zrobić to samo. Fragment na zachętę poniżej, całość na łamach Filmwebu.Początek "Petry" zapowiada eskapistyczną sielankę rodem z "Vicky Cristiny Barcelony".... 21 czerwiec '19 przeczytaj całość
  • Kobieta idzie na wojnę (2018)Kobieta idzie na wojnę (2018) Gdyby Rambo nasłuchał się antykapitalistycznych manifestów Nelsona Mandeli, stanąłby u boku tytułowej bohaterki "Kobieta idzie na wojnę". Gdyby Bear Grylls walczył nie o własne przeżycie, ale o przetrwanie całej ludzkości, stałby... 21 czerwiec '19 przeczytaj całość
  • TARANTINO: O FILMOWCU, KTÓRY MÓGŁBY ZOSTAĆ KRYTYKIEMTARANTINO: O FILMOWCU, KTÓRY MÓGŁBY ZOSTAĆ KRYTYKIEM Na łamach Filmwebu spełniam jedno ze swoich marzeń i publikuję dłuższy tekst o Quentinie Tarantino. Jeszcze przed seansem "Pewnego razu... w Hollywood", za to po lekturze wywiadów i ponownym maratonie jego filmów. Fragment na zachętę... 17 czerwiec '19 przeczytaj całość
  • Sauvage (2018)Sauvage (2018) Brutalność ulicy, prostytucja z gatunku tych nieowijających w bawełnę i niespełniony romans jako namiastka uczucia sumują się w prozę życia, o której nie śniło się hipsterom z filmów Xaviera Dolana. Wybierając się na seans... 2 czerwiec '19 przeczytaj całość
  • Gloria Bell (2018)Gloria Bell (2018) "Z pięćdziesiątką na karku, dwójką odchowanych dzieci i stołkiem menadżerki w firmie ubezpieczeniowej Glorii Bell daleko do miana pierwszej emancypantki współczesnego kina. Pozory potrafią jednak mylić. Ta sama rozwódka wieczorami... 23 maj '19 przeczytaj całość
  • To zmienia wszystko (2018)To zmienia wszystko (2018) W piątym, i ostatnim, odcinku relacji z Millennium Docs Against Gravity piszę dla Filmwebu o X muzie, która wciąż pozostaje mężczyzną:„Gdy Tom Donahue zaczynał zbierać wywiady o dyskryminacji kobiet w amerykańskim przemyśle filmowym,... 22 maj '19 przeczytaj całość
  • Symfonia fabryki Ursus (2018)Symfonia fabryki Ursus (2018) "Gdybym miał pójść na łatwiznę i opisać sumę podobieństw, na które składa się 61-minutowa "Symfonia fabryki Ursus", zacząłbym od twórczości Tony'ego Gatlifa. To łatwy strzał: jak w "Vengo" czy "Exils", u... 22 maj '19 przeczytaj całość
  • Antropocen: Epoka człowieka (2018)Antropocen: Epoka człowieka (2018) W trzecim odcinku relacji z Millennium Docs Against Gravity obudził się we mnie krytyk, ekolog i aktywista. Fragment poniżej, całość na łamach Filmwebu."Opowiadając o tytułowej erze – z człowiekiem w roli napędu i niszczyciela –... 22 maj '19 przeczytaj całość
  • Krytyczka. Sztuka Pauline Kael (2018)Krytyczka. Sztuka Pauline Kael (2018) Ludzie, co za film, co za kobieta!Relacji z Millennium Docs Against Gravity ciąg dalszy. Cały tekst do przeczytania na łamach Filmwebu."Jeśli krytycy kultury tworzą stado niezależnych umysłów, Pauline Kael przypominała czającego się w... 22 maj '19 przeczytaj całość
  • Igrzyska pamięci (2018)Igrzyska pamięci (2018) Relacji z warszawskiego festiwalu Millenium Docs Against Gravity część pierwsza. Fragment na zachętę poniżej, całość na Filmwebie, czyli tutaj.„Trafiamy na Mistrzostwa Świata Pamięci, gdzie w dziesięciu sprinterskich kategoriach... 22 maj '19 przeczytaj całość

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Nie miałem telewizora, bo bałem się, że będę patrzył, patrzył i patrzył, i zdechnę wreszcie, umrę z głodu.

Zygmont Kałużyński