Blogi: Tomasz Raczek

Moja recenzja: NEBRASKA

Ocena: 2.5

"Nebraska" to jeden z tych filmów, które doceniam za jakość, ale nie umiem dostroić się do jego tonacji. Być może dzieje się tak dlatego, że po pierwsze nie jestem Amerykaninem, po drugie nie pochodzę ze wsi i nigdy nie doświadczyłem kontaktów międzyludzkich charakterystycznych dla małych społeczności, po trzecie wolę patrzeć w przód niż za siebie. Oglądając ten czarno-biały "film drogi" o wędrówce starych ludzi przez Stany Zjenoczone, by wrócić do miejsca skąd kiedyś wyjechali i gdzie zostawili swoją młodość a z nią i radości, i zmartwienia, mam poczucie szlachetnej intencji, wrażliwej reżyserii i... znużenia. 

Nie wiem, czy "Nebraska" ma szanse na powodzenie w polskich kinach. Na pewno nie pasuje do multipleksów, bo trudno podczas seansu jeść popcorn czy nachos. Byłoby słychać chrupanie! Rozsypujący się świat amerykańskich staruszków z prowincji wymaga sensownego wprowadzenia w jakimś dyskusyjnym klubie filmowym, by widzowie dali się wciągnąć w tok myślenia bohaterów - prostych ludzi o bardzo ograniczonym polu widzenia świata, których życie składa się najpierw z romansów, potem z rodzenia dzieci, chorób, pijaństwa i bankructw a wreszcie z przygotowania do śmierci. Wiem, że ten plan dotyczy prawie każdego, ale pomiędzy tymi cezurami może się wydarzyć dużo lub mało. W życiu bohaterów "Nebraski" działo się niewiele. 

Nostalgiczno-czułe poczucie humoru reżysera, Alexandra Payne sprawia, że film ogląda się z pogodnym półuśmiechem na twarzy. Czasem nawet udaje się pokonać naturalny dystans, jaki dzieli bohaterów opowieści i widzów, którzy mają zupełnie inne doświadczenia życiowe, są zakorzenieni w innej kulturze i w innym czasie. Jednak rozliczenie życia, jego podsumowanie na kartce z plusami i minusami, jest zapewne potrzebą każdego starego człowieka, którego wcześniej nie dopadnie Alzheimer. Stąd pewnie uniwersalny wymiar "Nebraski".

Nie zobaczyłem w tym filmie niczego, co już kiedyś, gdzieś nie było pokazane. Ani razu się nie zdziwiłem, ani razu nie zaskoczył mnie żaden z wykonawców. Doceniam starczy minimalizm Bruce'a Derna w głównej roli i staruszkowate rozgdakanie June Squibb (oboje nominowani do Oscara) jako jego żony. Nie podzielam jednak zdania niektórych, że ich aktorstwo jest perfekcyjne. Szczególnie June Squibb ma zdecydowanie słabsze momenty, kiedy widoczna staje się jej broadwayowska a więc teatralna maniera. 

Wiem, "Nebraska" będzie doceniana przez wielbicieli surowego, chropowatego języka kina niezależnego, ale w oscarowej stawce wygląda jakby się zaplątała z innego filmowego świata. 

Zobacz też


Tomasz Raczek - Blog Wpisy Tomasza Raczka do jego bloga początkowo prowadzonego na stronie Bloog.pl, potem PortalFilmowy.pl a obecnie na TomaszRaczek.pl

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Nie miałem telewizora, bo bałem się, że będę patrzył, patrzył i patrzył, i zdechnę wreszcie, umrę z głodu.

Zygmont Kałużyński