Blogi: Tomasz Raczek

Moja recenzja: KAPITAN PHILLIPS

Ocena: 3

Najpierw muszę złożyć oświadczenie: pływanie na statku handlowym zawsze było moim marzeniem i tylko za sprawą jakiegoś dziwnego kaprysu losu zostałem krytykiem filmowym a nie marynarzem. Podejmowałem zresztą różne próby, aby pracować na morzu i w ich wyniku otrzymałem nawet etat w Polskich Liniach Oceanicznych; pracowałem jako oficer rozrywkowy na statku pasażerskim ts/s Stefan Batory. Czuję się więc w pewnym sensie "człowiekiem morza". Kapitan pozostaje dla mnie zawsze "pierwszym po Bogu", ponad wszelką władzą obowiązującą na lądzie. Jego odpowiedzialność widzę proporcjonalnie do powagi tej hierarchii. A kapitan włoskiego wycieczkowca "Costa Concordia", niejaki Francesco Schettino, który z głupoty doprowadził do katastrofy swego statku a potem tchórzliwie uciekł z jego pokładu zamiast ratować pasażerów, pozostaje dla mnie najbardziej godną pogardy postacią związaną z żeglugą. 

Teraz mogę już pisać o filmie "Kapitan Phillips" z nadzieją, że będę właściwe rozumiany. Tę opowieść o nowoczesnym piractwie u brzegów Somalii zrealizowano z rzadkim ostatnio w kinie skupieniem na psychologii postaci a nie na środkach użytych do tworzenia języka filmowego. Samoograniczenie godne docenienia! Kapitan Phillips prowadził wiozący żywność kontenerowiec "Maersk Alabama" wzdłuż wschodnich wybrzeży Afryki, gdy ten został opanowany przez piratów, napadających na statki w celu wymuszenia od armatorów wielomilionowych okupów. 

Statek był wielki i miał sporą załogę a łódź piratów prymitywna a w niej siedziało czterech wychudzonych Somalijczyków, działających na rzecz istniejącej na lądzie mafii. Tylko że piraci mieli broń i nie wahali się jej użyć zaś marynarze pozostawali bezbronni. Ot i cała dialektyka morskiej przemocy. Jedni i drudzy pracowali na rzecz kogoś innego. Nie mieli własnych interesów - starali się tylko wypełnić swoje role ale to ustawienie ról godne Szekspira!

Tom Hanks w roli Kapitana Phillipsa to był dobry wybór: wiadomo było, że z jego potencjałem, może stworzyć kreację godną zapamiętania. I tak się stało. Ale nikt się nie spodziewał, że naprzeciw niego stanie partner dorównujący mu siłą wyrazu. Barkhad Abdi, 29-letni Somalijczyk z urodzenia ale mieszkający ostatnio w USA, zanim zadebiutował w roli porywacza Muse (za co dostał nominację do Oscara) był... szoferem limuzyny w firmie prowadzonej przez swego krewnego w Minneapolis i DJ-em w Minnesocie. Iście amerykańska kariera!

Abdi okazał się protagonistą idealnym: wyrazistym, skupionym, wiarygodnym, silnym i nieprzewidywalnym. Tom Hanks nie mógłby sobie wymarzyć lepszego partnera a produkujący film Kevin Spacey, lepszej obsady. Nie ukrywam: sekunduję Abdiemu i trzymam kciuki za Oscara dla niego, bo takie samorodne talenty i pozaśrodowiskowe kariery budzą moją szczególną radość. Są prawdziwe. 

W "Kapitanie Phillipsie" historia porwania opowiedziana została szczegółowo i zgodnie z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń ale finał i tak okazuje się krwawym suspensem. Akcja trzyma w napięciu a morskie realia zostały przedstawione nadzwyczaj wiarygodnie. Wszystko jednak usuwa się na drugi plan, pozostawiając na pierwszym wielki pojedynek obu protagonistów. Świetnie zrobiony film. 

Zobacz też


Tomasz Raczek - Blog Wpisy Tomasza Raczka do jego bloga początkowo prowadzonego na stronie Bloog.pl, potem PortalFilmowy.pl a obecnie na TomaszRaczek.pl

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny

Zygmont Kałużyński