Blogi: Tomasz Raczek

Burdel warszawski

Warszawa ma swoją hipsterską Piwinicę pod Baranami. Jak to w Warszawie - piwnicę w drodze...

Przyznaję, nie zorientowałem się od razu. 14 program kabaretu "Pożar w burdelu" był pierwszym jaki zobaczyłem. Ale - po pierwsze - to nic nadzwyczajnego w mieście, gdzie życie kulturalne dosłownie kipi i to najczęściej pod pokrywką. A po drugie może to i dobrze, bo zobaczyłem kabaret w fazie rozkwitu, gdy zdążyły się już wykształcić wszystkie jego najważniejsze cechy, styl jest dopracowany i koherentny, publiczność wychowana, a aktorzy mają co prezentować na bis. Faza "encore" jest zresztą szczególnie ciekawa w Burdelu bo ciągnie się długo i stanowi swoiste "greatest hits". 

"Pożar w burdelu" przypomina krakowską "Piwnicę pod Baranami" z wielu powodów. Ma całościowo napisany program, jednolity stylistycznie i inscenizacyjnie. Widać w nim rękę reżysera a u wykonawców zawodowy warsztat aktorski: nie pajacują tylko grają role, świetnie śpiewają, świadomie korzystają ze scenografii i kostiumów. Nade wszystko jednak doskonale wyczuwają wyjątkowość miejsca, w którym się znajdują (w tym wypadku mokotowską bazę MPO przy Madalińskiego, zamienioną na tymczasowy Nowy Teatr), mają magiczne porozumienie ze swoją publicznością no i - last but not least - prowadzeniem spektaklu zajmuje się swoisty mistrz ceremoni, Andrzej Konopka. 

Bez żadnego naciągania - Konopka to współczesny, warszawski i hipsterski odpowiednik Piotra Skrzyneckiego. Pewną ręką prowadzi i aktorów, i widzów przez kabaretowe przedstawienie. Zapowiada, komentuje, nawiązuje dialog z publicznością. Jest cały czas na scenie i chętnie bierze udział w wielu numerach. Takiego MC nie mieliśmy w warszawie od czasu wczesnego (podkreślam - wczesnego, nie późnego) Jana Pietrzaka w kabarecie "Pod Egidą". Tyle że "Egida" to były jednak składanki, a "Pożar w burdelu" daje kompletne przedstawienia!

Program, który zobaczyłem wczoraj, został poświęcony Mokotowowi i śmieciom. Głównymi jego bohaterami okazali się Pan Gender, HGW (prezydent Warszawy), Adam Hanuszkiewicz (dyrektor teatru zamienionego na Carrefour), Nina (Andrycz) w futrze od Bieruta, ulice Puławska, Aleja Niepodległości i Rakowiecka, Rura z Mokotowa oraz Pani Prezes Carrefoura i Pan Prezydent Nowego Jorlu - Bloomberg. Była też legendarna już Ania z Polski (fantastyczna Anna Smołowik) i miał być numer "Mróz na Majdanie", ze zrozumiałych względów w ostaniej chwili oficjalnie zdjęty z afisza. 

Na maleńkiej okrągłej scence, zastawionej meblami i akcesoriami z second-handu, otoczonej czerwoną kurtynką z połyskującym w tle, niczym na Placu Pigalle, kolorowym napisem LE BORDEL ARTISTIQUE, kłębił się tuzin młodych aktorow i muzyków. Ubrani jak cyganeria z demobilu, jak kurwy i alfonsi spod tęczy, jak hipsterzy z Charlotte na Placu Zbawiciela, jak karaluchy, jak kloszardzi, eksplodowali tak nieziemską energią, że można by było urochomić przy jej pomocy wszystkie śmieciarki, garażujące niegdyś w tej hali. 

Klęli siarczyście, rzucali kurwami i chujami, ale nie dam sobie wmówić, że mieszczańska poprawność, która każe się retorycznie obruszać na "takie" słownictwo, jest lepsza od wrażliwej delikatności ukrytej przez aktorów "Pożaru w burdelu" pod wulgarną skorupą codziennej hipsterskiej pozy. Kupuję ich bezwarunkowo i bez cienia poprawnościowego żachnięcia. Nie uwiera mnie posługiwanie się postacią Niny Andrycz, dopiero co pogrzebanej na Powązkach ani inscenizowanie Adama Hanuszkiewicza w stylu zhońdowionych "Dziadów". Znałem osobiście Hanuszkiewicza i jestem pewien, że zakochałby się w tym kabarecie od pierwszego wejrzenia! 

Mam nadzieję, że na którymś kolejnym spektaklu Burdelu (podobno następny program ma być zaprezentowany w sali kinowej Muzeum Historii Żydów Polskich na Muranowie) zobaczę na widowni samą HGW, zaśmiewającą się z żartów razem z nami, widzami i z aktorami. Bo od kilku dziesiątków lat nie było w Warszawie czegoś tak warszawskiego, tak wolnomyślicielskiego i tak anarchicznie wyrażającego ducha tego miasta. 

Na koniec słowo osobistego podziekowania do zespołu "Pożaru w burdelu": dziękuję wam z całego serca, że nie było ani jednego żartu na temat "słoików". Nareszcie i naprawdę po warszawsku!

BURDEL TRUPA: Anna Smołowik, Agnieszka Przepiórska, Lena Piękniewska, Monika Babula, Andrzej Konopka, Mariusz Laskowski, Tomasz Drabek, Maciej Łubieński. BURDELBAND: Maciej Łubieński, Wiktor Stokowski, Michał Górczyński, Marcin Wippich. Scenografia: Julia Skrzynecka, Kostiumy: Diana Szawłowska, Muzyka: Wiktor Stokowski. Scenariusz: Maciej Łubieński & Michał Walczak. Reżyseria: Michał Walczak

Zobacz też


Tomasz Raczek - Blog Wpisy Tomasza Raczka do jego bloga początkowo prowadzonego na stronie Bloog.pl, potem PortalFilmowy.pl a obecnie na TomaszRaczek.pl

Cytat Zygumnta Kałużyńskiego

Sala kinowa znowu istnieje! Okazuje się, że to, co jest jej potrzebne, to film, w którym pulsuje życie. Czy nie jest to właśnie przepis na przyszłość kultury, bardziej prosty niż można było się spodziewać?

Zygmont Kałużyński